Jabłko niezgody

jablkosokOstatnie dni upływają nam pod znakiem licytowania się na sankcje gospodarcze. Jednym z negatywnych efektów tej bitwy ekonomicznej są problemy naszych sadowników (w sumie niewinnych ludzi), którzy sprzedają owoce i warzywa na rynek wschodni. Tym samym narodziła się szczytna akcja, byśmy kupowali polskie jabłka i zagrali w ten sposób na nosie Rosjanom. Zresztą sprawa dotyczy nie tylko jabłek, ale także innych owoców, z których przecież słyniemy na całą Europę. Idea jest naprawdę dobra, bo od zawsze powtarzam, że nie ma nic lepszego dla rozwoju naszego kraju niż lokalno-gospodarczy patriotyzm. I wszystko byłoby fajne w tej akcji, gdyby nie to że ktoś mnie robi ewidentnie w trąbę.

Mam kupować polskie owoce? Dobrze. Idę do sklepu i co ja tam widzę? Przed wejściem mijam stragany z czereśniami po 12zł, wiśnie jakoś 7-8zł. Cóż, dość drogo. Wchodzę do sklepu, a tam śliwki po ok. 6zł, gruszek nie ma wcale, różne gatunki jabłek w cenach od 2zł za spady do 6zł za jakieś bardzo czerwone. Generalnie szału nie ma. Ale idę dalej i widzę brzoskwinie za 2,99, banany za 2,49, nektarynki za 3,49… Nawet jakiś egzotyczny melon jest po 4zł. Gdyby sporządzić wykaz cen, to wszystkie najdroższe owoce w naszych sklepach to te pochodzące z Polski. No i tu się proszę państwa kończy patriotyzm… Zresztą o jakim patriotyzmie ja mówię, jak nawet ten sklep jest portugalski/niemiecki/angielski…

W głowie mi się nie mieści jak to jest możliwe, żeby owoce które rosną w okolicy były kilka razy droższe od sprowadzanych tysiące kilometrów z różnych części świata. Jak to jest możliwe że pyszna brzoskwinia leci do mnie tysiące kilometrów, przepływa morza i oceany, jedzie kolejne kilometry autostradami i w sklepie ląduje za 2,99zł, a polskie owoce które rosną obok są od niej kilka razy droższe. I co ciekawsze – polscy rolnicy mówią, że nie opłaca im się tych owoców zrywać, bo cały zysk z tych owoców trafia do hurtowników i zagranicznych korporacji.

Słyszę też, że warto pić soki owocowe, zwłaszcza jabłkowe, bo to też pomoże tym sadownikom. Ja akurat robię w domu sok jabłkowy i zupełnie nie przypomina on tej klarownej cieczy którą mamy w kartonach czy butelkach. No ale nie o smak tu chodzi, a o ekonomię. Tu akurat problem jest taki, że jak wydam 3-5zł na ten sok, to polski rolnik z tego nie wiem czy kilkanaście groszy ma, o ile w ogóle cokolwiek… Coraz częściej bowiem soki jabłkowe sprzedawane w Polsce nie są z polskich jabłek, tylko z zagranicznych (w tym ponoć z chińskich przecierów). Tak moi drodzy, miliony ton jabłek wiszą na naszych drzewach, a my zamiast jeść i pić swoje, to i tak kupujemy jabłka z Litwy czy Chin. I żeby była sprawa jasna – nigdzie tego na opakowaniu nie przeczytacie.

No to może cydr? Cydr jest pyszny, taki rześki, ale w Polsce niezbyt chętnie z niego korzystamy. Tu barierą jest głównie cena, a to za sprawą państwa polskiego. W Polsce cydr kosztuje ok. 10-12zł, czyli więcej niż w Wielkiej Brytanii! Jeżeli polski produkt, z polskiej ziemi, z polskich jabłek sprzedawany jest w Polsce drożej niż w bogatej UK, to chyba coś jest nie tak. Oczywiście winne temu są kwestie podatkowe i biurokratyczne, a nie żaden inny spisek. To tak samo absurdalne jakby Niemcy celowo utrudniali sprzedaż swoich samochodów tylko po to by je oddawać Polakom.

Jednak najciekawsze dopiero przed nami. Tak generalnie to ja śmiało mogę przejść obok tego zawyżania cen polskich owoców i robienia z nich produktów „premium”, bo ze smakiem zjem brzoskwinię czy mandarynkę. Ale nie mogę przejść obojętnie wobec tego, że czy jem polskie owoce czy nie, to i tak na nie płacę – w podatkach. Rolnicy są jedną z najbardziej uprzywilejowanych grup w tym kraju. Krus, renty, ulgi, preferencyjne kredyty czy też darmowa kasa z Unii. Wszystko (teoretycznie) po to, by żywność polska była tańsza i bardziej konkurencyjna, co jak widzimy nijak ma się do rzeczywistości, bo jest wręcz odwrotnie.

Dlaczego jest jak jest? Cóż, powodów jest oczywiście wiele. Spójrzmy na takiego rolnika – jemu wisi czy jego owoc zje Polak czy Niemiec. Dla niego ważny jest zysk, więc swój towar często wywozi, a to co zostanie automatycznie dostosowane jest cenowo do „standardów europejskich”. Swoją drogą to szkoda, że w Polsce tylko ceny dostosowujemy do tych z Europy, bo z chęcią zobaczyłbym jak polscy producenci żywności dostosowują się także jakościowo. Zwłaszcza jakość polskich wędlin i innych mięs sprzedawanych w sklepach woła o pomstę do nieba. Są też rolnicy, którym w ogóle pewnie wisi czy cokolwiek gdzieś sprzedadzą, bo listonosz przyniesie rentę, do tego co roku jest dotacja na jakieś większe wydatki i życie się jakoś kręci. Podejrzewam też, że to właśnie oni mocno zaniżają ceny hurtowo, przez co cierpią ci uczciwi i najmniejsi. Kiedyś rolnik żył z plonów, dziś żyje z podatków…

Cóż, przykro mi jest kiedy to wszystko piszę. To wszystko jest tak kuriozalne, że aż skandaliczne. Wniosek z tego wszystkiego jest bardzo prosty – im bardziej państwo pcha się między mnie a jabłka, tym są one dla mnie droższe. Po prostu powiedzmy sobie to wprost – im bardziej będziemy dotować rolników, tym bardziej naszym narodowym owocem staną się banany, a nie jabłka. Tak samo zresztą jak z górnictwem – im więcej socjalnych przywilejów ładujemy w kopalnie, tym bardziej opłaca się sprowadzać go z zagranicy. Już dziś młode pokolenie nie zna smaku agrestu, czy soku z porzeczki. Maliny widzieli tylko na obrazkach, a o aronii nawet nie słyszeli Za to wiedzą jak smakują granaty, pomelo czy mango. Jeszcze kilkanaście lat takiej polityki i kolejne pokolenie nie będzie wiedziało jak smakuje jabłko.

Szkoda, bo zanosi się na to, że mimo szczytnej akcji za kilka miesięcy zimę spędzimy „tradycyjnie” – jedząc brazylijskie pomarańcze i mandarynki oraz ogrzewając się australijskim węglem lub rosyjskim gazem, o ile go nie zakręcą.

Posted in Gospodarka and tagged , , .

4 Comments

  1. Podpisuję się w całości pod artykułem. Świetnie napisane i jakże prawdziwie i własnie tak powinien wyglądać felieton.

  2. Nie mogłem uwierzyć w te chińskie jabłka, ale pogooglowałem i to jest prawda ludzie! Żeby tylko jabłka ale nawet truskawki mrożone sa z Chin. To sie w głowie nie mieści. Brawo Polska.

    Od siebie dodam że 2 dni temu dziewczyna wysłała mnie po gruszki bo chciała na deser zrobic takie topione w winie. Oczywiście ich nie znalazłem tak jak wyżej autor pisał, skończyło się na bananach w cieście. A i sok z aronii na przeziebienia polecam. Ja mam go jeszcze od teściowej, ale niestety dzisiaj ludzie wolą się truć tymi tabletkami.

  3. Się widzę autor coś nie przygotował.
    Kiedy jabłka w sklepie kosztowały 2-2.5zł to rolnik dostawał 0.55zł, a za spady 0.15-0.17zł(które czasem ładniejsze były niż te jabłka w sklepie, ale sprzedawane na spady bo inaczej wcale by nie sprzedane były, a nie każdy ma chłodnię żeby przechowywać na lepsze czasy, no i to też kosztuje, a przy tej cenie to się nożna wpakować w jeszcze większe koszty).
    Wysoka cena była spowodowana przez pośredników, którzy kupują od rolnika na skupie i przewożą gdzieś tam do następnych pośredników i dopiero do sklepu.
    Jak chciałeś mieć tanio jabłka to było wyjechać gdzieś kol wiek z miasta na wieś i kupiłbyś skrzynkę ładnych jabłek po 1zł/kg z pocałowaniem ręki od rolnika.

    Kosz produkcji jabłek dla rolnika to 0.7-1zł/kg. Dopłaty różnego rodzaju są po to aby było za co kupić nawozy i środki ochrony roślin, bo plon przecież nie jest od razu po zasiewie zbóż lub zasadzeniu drzewek(tu to jest kilka lat) i nie zawsze jest zysk, W kredyt to nie każdy się chce pakować , przy tak niepewnym zysku jak w ostatnich latach w rolnictwie , jak są wahania coroczne ceny o kilka razy.

    Widzę, że się robi kolejny portal szczucia jednych polaków na drugich, zamiast poganiania polityków i urzędników żeby coś robili na nie gadali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.