Kolonia Europy

koloniaW ciągu ostatnich kilku lat możemy zauważyć wzrost liczby zagranicznych inwestycji w naszym kraju. Teoretycznie powinno nas to cieszyć, że światowi giganci widzą w nas partnera do swojego biznesu. Mimo wszystko ta radość gaśnie kiedy przyjrzymy się tym inwestycjom nieco bliżej. W momencie gdy przeanalizujemy po co zagraniczne firmy przyjeżdżają do Polski ze swoimi biznesami i jaką ofertę mają dla Polaków, to niestety ale ten schemat działania nie przypomina partnerstwa czy współpracy, a jest raczej traktowaniem Polski jak kolonii bogatszych państw z tania siłą roboczą. Temat jest o tyle na czasie, że ciekawych argumentów w tej dyskusji dostarczył nam światowy gigant – Amazon.

Czym jest kolonia? Nie chcę przytaczać tu definicji kolonii rodem z encyklopedii, bo bardziej interesuje nas schemat jej działania. Kolonia zawsze służy jako zaplecze dla państwa, któremu jest podwładna. Ot taka tania siła robocza, która być może ma jeszcze jakieś inne dobra (surowce, teren, klimat itp.). Generalnie od wieków zasada działania jest prosta – to czego nie opłacało się robić w swoim państwie to robiła to kolonia.

Nie ukrywam, że inspiracją do napisania tego tekstu jest wejście do Polski wcześniej wspomnianego Amazona. Chociaż słowo „wejście” jest mocno na wyrost, wszak sklep internetowy Amazona w polskiej wersji jako taki nadal nie powstanie. Powstaną jedynie magazyny, bo ktoś musi przecież np. dla Niemców te paczki układać, rozdzielać, wysyłać itd. Dla Amazona nie ma znaczenia, czy paczkę nosi Polak czy Niemiec. Problem w tym, że dla Niemca trzeba byłoby dać przynajmniej 1600 Euro pensji miesięcznie, co dla Amazonu jest za dużą kwotą, a dla Niemca za małą (stąd też do pracy w magazynach ściągają Polaków). Amazon wpadł więc na pomysł, że stworzy swoje magazyny w Polsce, blisko granicy z Niemcami, a pracownikom będzie wypłacać też 1600, ale złotych.

Jakie to jest cudowne zjawisko w gospodarce – wystarczy zbudować magazyn po drugiej stronie Odry i nagle się okazuje że można ludziom płacić 4x mniej, a oni będą jeszcze udawać 4x bardziej zadowolonych. I to jest moi drodzy nic innego, jak właśnie kolonia… Co więcej, takie inwestycje uznajemy za swój sukces.

Nie mam nic przeciwko zagranicznym inwestycjom. Powiem nawet więcej – jestem ich ogromnym zwolennikiem. Jednak chciałbym, by takie inwestycje coś dodatkowego za sobą niosły, a nie były tylko obozami taniej siły roboczej. Inwestycje zagraniczne mają sens wtedy, kiedy wdrażają do Polski nowe technologie, nowe możliwości, rozwój, perspektywy, jakąś współpracę itp. A cóż perspektywicznego jest w tym, że ktoś otworzy magazyn albo kolejny supermarket? Nic.

Podatki? Miejsca pracy? Zazwyczaj firmy zagraniczne w Polsce podatków nie płacą, albo płacą bardzo niskie. Miejsca pracy owszem są pozytywnym czynnikiem, szkoda tylko że większość to praca fizyczna, praca na trzy zmiany, no i że wycenia się tę pracę za mniej niż wynoszą zasiłki w innych krajach. W dodatku bardzo często za te miejsca pracy dopłacamy z krajowych podatków, bo rozdajemy tym firmom masę ulg i przywilejów. Oczywiście na takie profity lokalny przedsiębiorca nie ma co liczyć, dla niego przygotowany jest inny zestaw przyjemności – skarbówka, sanepid, inspekcja pracy itd.

Nie ma co się dziwić Amazonowi, wszak oni minimalizują swoje koszty, chcąc tym samym dalej oferować swoim klientom w Anglii czy Niemczech dobry jakościowo produkt za stosunkowo niską cenę. Bardziej dziwi mnie, że spodobała się nam rola bycia tanią siłą roboczą i wiele osób nie widzi w tym wszystkim niczego niestosownego. A szkoda, bo uważam że kult zagranicznych inwestycji w naszym kraju jest mocno przesadzony.

Posted in Gospodarka and tagged , , , .

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.