Problematyczne JOWy…

flagaJOWy, czyli Jednomandatowe Okręgi Wyborcze – to z pewnością główny temat obecnej kampanii prezydenckiej. Po wczorajszej debacie prezydenckiej i podaniu przykładu brytyjskiego na nowo rozgorzała dyskusja o tym czy to w ogóle jest dobry pomysł, bo jak się okazuje – nie wszystko jest takie różowe, jak to niektórzy opisują.

Wygląda na to, że JOWy uderzają głównie w tych, którzy są ich gorącymi zwolennikami. Przykład brytyjski (chociażby z 2010 roku) pokazuje, że partia która jest trzecią siłą ma realnie kilka razy mniej ludzi w izbie niż wynikałoby to z głosów. Liberalni Demokraci uzyskując w 2010 roku 23% wszystkich głosów otrzymali uwaga… niecałe 9% miejsc. Krótko mówiąc głos 1/4 Brytyjczyków właśnie przez JOWy został zepchnięty do marginesu. Wygląda na to, że w tym roku będzie podobnie, jeśli nie gorzej.

Dlaczego JOWy nie są złotą receptą na problemy Polski? Po prostu – od mieszania herbaty nie staje się ona słodka, tak samo od zmiany liczenia głosów Polska nie stanie się lepsza. Cała dyskusja o JOWach przypomina trochę dyskusje o reformie Ekstraklasy. Dla niewtajemniczonych – kilku panów w garniturach uznało, że polska liga będzie lepsza, jak po 30 meczach podzielą punkty na pół. Miało być dzięki temu więcej emocji, więcej kibiców i nawet miał wzrosnąć poziom polskiej piłki. Emocji może jest i więcej, ale ani kibiców nie przybyło, ani polska piłka ligowa nie poszła dzięki temu do przodu. Dlaczego podaję przykład piłki nożnej? Bo to jest ten sam (błędny) tok myślenia, że jakąś biurokratyczną decyzją pójdziemy drogą na skróty i świat stanie się lepszy.

Polski nie naprawi nowy sposób liczenia głosów. Nie ma znaczenia, czy na niekompetentnego polityka wybierzemy w obecnym czy w nowym systemie wyborczym. Chodzi o to, byśmy w końcu zaczęli wybierać kompetentnych. Jeśli przeciętny wyborca idzie do wyborów i oddaje głos na pierwszego kandydata z brzegu (tzw. jedynkę na liście) to czy to będą JOWy, czy inne cuda – to sorry, ale Polski to nie zmieni. Nie tak dawno do Europarlamentu wysłaliśmy grupę ludzi, która nawet nie zna języka angielskiego. Ba, wszystko wskazuje na to, że po raz kolejny nawet prezydent Polski nie będzie znał języka angielskiego, bo wyborcy w przeciwieństwie do pracodawców niestety nie wybierają według kompetencji, tylko według tego kto jest miły/ładny/śmieszny.

Jest wiele innych i dużo lepszych pomysłów na to jak naprawić polski system wyborów. Ot chociażby taka zmiana, która polega na tym, że na każdej karcie do głosowania jest przypadkowa kolejność nazwisk – tak, aby każdy kandydat z danej listy pojawił się tyle samo razy na pierwszym miejscu. Wtedy na takiej karcie raz byłby układ nazwisk 1.X, 2.Y, 3.Z, a u kogoś innego 1.Y, 2.Z, 3.X. Dzięki temu zminimalizowalibyśmy główny problem o którym mówią zwolennicy JOWów, polegający na tym że to wódz partyjny ustalając miejsca na liście decyduje o tym kto wejdzie do Sejmu. Proste? Bardzo proste. I na pewno dużo skuteczniejsze. Gdyby do tego jeszcze dodać, że kandydat może startować tylko z regionu z którym jest związany (np. miejscem zamieszkania), a nie z tego który mu sondażowo pasuje, to byłoby jeszcze lepiej.

Cieszę się, że w debacie prezydenckiej poza stertą bzdurnych obietnic pojawia się tak ważny temat jak system wyborczy. Jednak w prawdziwej polityce nie jest istotne stawianie diagnoz (nawet tych słusznych), tylko dawanie odpowiednich recept i pomysłów na ich rozwiązanie. W przypadku reformy systemu wyborczego choć diagnoza jest słuszna, to głoszona recepta jest niestety nietrafiona…

Posted in Inne.

3 Comments

  1. Masz rację, jowy są dobre na papierze, nawet mają kilka fajnych zalet, ale naszym problemem są głównie słabi wyborcy i jeszcze słabsi politycy.

  2. Witam!
    Pozwolę sobie dodać swoją opinię o JOW. Ten system wyborczy daje szansę na uwolnienie debat sejmowych od „dyscypliny klubowej”, gdzie głosowanie odbywa się niejednokrotnie wbrew ocenie głosującego. Jeżeli „coś jest dobre” to niech ta „dobroć” podlega ocenie ludzi którzy oceniają to zgodnie ze swoim zdaniem, a nie zgodnie ze zdaniem szefostwa partii. Jeżeli kandydat nie sprawdzi się podczas kadencji, podczas następnych wyborów łatwiej będzie pozbawić go „stołka”. W obecnym układzie „bierny, mierny ale wierny” zawsze może liczyć na przychylność i będzie jedynką na liście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.