Sześciolatki

szesciolatkiOd kilkunastu dni debatujemy o tym dlaczego ludzie mają dość władzy i chcą zmian. Wielu ekspertów głosi nowe wizje, wielu też wysnuwa teorie życzeniowe, generalnie mielimy ten temat na wszystkie możliwe strony, zapominając o sednie problemu. Więc ja na konkretnym przykładzie pokażę Wam dlaczego tak źle odbieramy klasę polityczną i dlaczego żadnej partii już nie pomogą obietnice wyborcze.

Dziś jest dzień dziecka, więc i o dzieciach będzie mowa – a konkretnie o sześciolatkach. Kilka lat temu w głowach rządzących narodziła się pewna idea, żeby skorzystać z utorowanej drogi przez inne kraje i umożliwić start w edukacji dzieciom już od szóstego roku życia. I wszystko byłoby w porządku z tymi sześciolatkami, gdyby władza skupiła się na poprawie infrastruktury (placówek, boisk, klas) i w ten sposób zachęcała ludzi do puszczenia dziecka wcześniej do szkoły. Pójdę nawet o krok dalej i powiem, że ta władza mogła nawet rodziców trochę „przekupić” mówiąc, że w ramach zachęty tylko sześciolatki dostaną „darmowy podręcznik”. Nie byłoby to może coś co popieram, ale na pewno byłoby to skuteczne i można byłoby wokół tego tematu stworzyć całą bajkę piaru mówiąc, że dzięki takiej decyzji inwestujemy w to, by młodzi ludzie o rok wcześniej weszli na rynek pracy. Niestety władza w Polsce nie potrafi zachęcać, za to uwielbia decydować za nas, więc zamiast poszerzyć nam wybór w dziedzinie edukacji, to stworzyła kolejny nakaz. Efekt jest taki, że wszystkie sześciolatki muszą iść do szkół i koniec kropka. Z rodziców zamiast partnerów do pozytywnych zmian zrobiono wrogów i to się obróciło przeciwko politykom.

Sprawa sześciolatków jest kwintesencją słabości polskiej polityki. Zamiast uelastyczniać różne procesy, zamiast dawać nam wybór, to tworzymy nowe głupie zasady, albo zmieniamy już te istniejące na równie sztywne. Państwo wie lepiej, a Ty głupi Obywatelu musisz siedzieć cicho. A wiecie co by się stało, gdyby ludzie mieli wybór i mogli puszczać 6-latki, 7-latki, albo nawet jak chcą i mają kaprys to 8-latki? Odpowiem Wam na to pytanie: po 2-3 latach i tak zdecydowana większość (prawie wszyscy) puściłaby 6-latki, bo żaden rodzic nie chciałby, by jego pociecha miała rok w plecy względem rówieśnika. Wyjątkiem byłyby pewnie małe wioski, gdzie potrzeba jeszcze kilku lat by dostosować wszystko do odpowiednich standardów infrastrukturalnych. W efekcie dzisiaj już nie byłoby w ogóle ani tego tematu, ani problemu, a ludzie cieszyliby się z tego że mają wybór.

Właśnie na takich rzeczach wykłada się praktycznie każda władza w Polsce. O zmianach we władzy nie decyduje słaby program wyborczy, nie decyduje też frekwencja czy pogoda (jak to niektórzy socjolodzy starają się wmówić). Po prostu zawsze w pewnym momencie pycha i arogancja wynikająca ze zdobytej władzy doprowadza do tego, że politycy wiedzą lepiej jak mamy żyć albo jak mamy wydawać nasze pieniądze (a najlepiej żebyśmy mieli ich jak najmniej, bo przecież polityk je lepiej wyda). I tak jest w tym kraju dosłownie ze wszystkim. Przecież ta sama władza uznała nawet, że mogę przepuścić 1000 złotych na Lotto, ale zagranie w pokera czy u bukmachera jest już nielegalne. To jest dokładnie ten sam rodzaj problemu – politycy zamiast zająć się rozhermetyzowaniem pewnych sztywnych i głupich reguł to robią zupełnie odwrotnie i mnożą absurdy które nas otaczają. Zamiast dać nam wybór, zamiast tworzyć warunki do rozwoju to nas ograniczają – raz stawiając bariery prawne, innym razem finansowe czy też infrastrukturalne. Ale czego ja się spodziewam po klasie politycznej, która buduje i remontuje drogi, by potem na prostej drodze stawiać ograniczenie prędkości do 60 km/h?

Posted in Inne and tagged , .

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.